Garnitur dla jednych codzienność, dla innych zło konieczne

Garnitur to strój, który „musi” wisieć w szafie każdego mężczyzny. Musi, bo zdarzają się w życiu wydarzenia, na których w czymś innym zaiste nie wypada się pokazać. Dla wielu mężczyzn z kolei jest to strój codzienny, naturalny, zwykły i nieodzowny, bo taki dress code panuje w danym zawodzie, środowisku czy biznesie. Ale nawet i tu zdarzają się wyjątki. Wielu dobrze pamięta niechęć Jacka Kuronia – było nie było, onegdaj ministra – do garniturów i jego wieczną jeansową bluzę. Niektórym utkwił mocno w pamięci Janusz Pałubicki, paradujący wiecznie w swetrze koordynator służb specjalnych w rządzie Jerzego Buzka.

Cierpienia człowieka pod krawatem

Tak, są mężczyźni, którzy w garniturze czują się wyjątkowo źle. Ten strój do nich nie pasuje, co widać z daleka. Krępuje ich, usztywnia, pozbawia naturalności i luzu. Męczą się więc na uroczystościach, ślubach, pogrzebach itp., gdy muszą wkładać na siebie marynarkę i starannie wyprasowane spodnie, a do tego obowiązkową koszulę z krawatem. Dodatkowych zmartwień dodaje im często fakt, że moda na fason garnituru raz po raz się zmienia, a wtedy trzeba albo wydać pieniądze na zakup stroju, który być może zostanie użyty tylko raz, albo pokazać się publicznie w zestawie wyraźnie już niemodnym.

Niektórzy noszą je na co dzień

Modne garnitury kupują więc przede wszystkim ci mężczyźni, dla których jest to strój codzienny i którzy muszą lub przynajmniej powinni prezentować się okazale i udowadniać, że nadążają za aktualnymi trendami. Ponieważ garnitury są stosunkowo drogie, trudno ich mieć w szafie za wiele. Urozmaiceniem są różnokolorowe koszule i krawaty, ale „garniaków” ma się z reguły tylko kilka, skoro już mieć trzeba.

Krótka historia garnituru

Trudno określić, kiedy właściwie powstał garnitur, ale niewątpliwie do jego początków zaliczyć można trzyczęściowe stroje noszone we Francji w XVIII wieku, a składające się z marynarki, bryczesów i kamizelki. Anglicy zaczęli jakiś czas potem szyć surduty, czyli marynarki sięgające niemalże do kolan i wyposażone w znane do dziś wywinięte na zewnątrz klapy. Potem Anglicy zastąpili bryczesy pantalonami, a surduty jęli zdobić materiałem, który przekształcił się w dzisiejszy krawat.

Znanego dziś kształtu garnitur doczekał się w II połowie XIX wieku – oczywiście w Anglii, gdzie zaczęto skracać surduty i żakiety. Fasony obowiązujące do dziś to z kolei wynalazek lat 20. XX wieku. Dziś wyróżniamy garnitury wizytowe, robocze i sportowe. Ile lat jeszcze przetrwają? Trudno powiedzieć. Prawdopodobnie jeszcze długo, stając się jednak z czasem ubraniem raczej luksusowym, wkładanym dla podkreślenia prestiżu.